Jakoś chyba w Wielkim Poście
się zrobiła dziura w moście.
Się zrobiła i już była,
i z tym byciem się nie kryła.
Sama z siebie – niespodzianie
zrobić siebie była w stanie.
Rzecz badali już uczeni:
– Całość w dziurę się zamieni,
gdy warunków splot konieczny
zaistnieje w moście rzecznym.
Gdyby w moście splotu brakło,
choćby biegł przez Chechło-Nakło,
to nie będzie z dziurą sprawy,
gdyż nie będzie most dziurawy.
Próbowano łatać dziurę,
zamurować na mur murem,
zasznurować sznurówkami,
wiązać z wiązu wiązadłami.
Choć technikę brano różną,
wszystko na nic i na próżno:
dziura się w najlepsze dziurzy,
chyba przyjdzie most wyburzyć.
Lub ją uznać za rzecz stałą,
jak to w dziejach już bywało.
Człek z natury jest układny…
Pejzaż z dziurą też jest ładny!
Bogusław Michalec Gdzie odlatują białe kruki i inne wiersze dla dzieci
czwartek, 7 maja 2026
Pejzaż z dziurą w moście
piątek, 13 marca 2026
Dziwny dzień
Wstałem, nie wiem sam o której,
i widziałem, mówię mamie,
trzy kangury, trzy kangury,
co się pasły przy tapczanie
i skubały,
proszę mamy,
czwarty koniczyny liść.
Kiedy stałem więc w piżamie,
przyszły do mnie – mówię mamie –
czarnych mrówek dwie kompanie,
by mnie do łazienki nieść.
A gdy szorowałem buzię,
to w łazience, proszę mamy,
patrzył na mnie
w garniturze
rozczochrany
pewien wilk.
Wilk walkmana miał na uszach,
bo go Szopen bardzo wzruszał,
lecz – jak twierdził – ma kolegę,
który woli raczej reggae,
tak czy owak, proszę mamy,
obaj muzykalni są.
Na to mama kiwa głową
i nie wierzy moim słowom,
bo dziś rano w kalendarzu
1 kwietnia
zjawił się.
Dziś z lisami z jednej misy
jedzą primaaprilisy,
już nie będę mówił kto to,
bo nikt słuchać nie chce mnie.
© Wydawnictwo Aksjomat
wtorek, 23 grudnia 2025
Świąteczne anioły
Na wytrzepanym dywanie,
Ubierają choinkę,
Ścierają kurze pod stołem.
W ogóle robią wszystko, żeby pomóc mamie,
A mama… Mama też jest aniołem.
Od pętli tramwajowej Trzech Mędrców
Brnie w śniegu,
By złożyć pokłony.
To podróż od serca
Ku sercu,
Do groty,
Gdzie śpi Nowonarodzony.
W szepcie aniołów wiatr wieje
I gną się drzew białe gałęzie.
One piszą na szybach adres:
Betlejem…
Bo przecież
Betlejem zawsze jest wszędzie.
Barszcz w kuchni
Nadstawia uszek
Na świąteczne aniołów rozmowy.
Wszystko gotowe.
Niebo zapięte
Na pierwszą gwiazdę.
Już księżyc
Jak złoty karp,
Którego nie można złowić,
Złotą łuskę rzuca nad miastem.
© Wydawnictwo Aksjomat
czwartek, 24 lipca 2025
Słońce to taki duży motyl
Słońce to jest taki duży jasny motyl,
Co składa swoje skrzydła na noc – jak do snu.
A wiatr, co muska głowy, to tych skrzydeł dotyk:
Spójrz, skacze wraz ze światłem po gałązkach bzu.
Starczy tylko rękę wyciągnąć przed siebie,
Żeby wiatr ten dotknąć. Już latawiec mknie
I wymija pędzące chmur puchate cienie.
(A chmury są barankiem, wiewiórką i psem).
I wiosną się tylko wciąż mylą bociany,
Widząc lot latawca: – Pan też wrócił już?
A słońce, duży motyl, trzepocze skrzydłami,
zgarniając złoty piasek znad dalekich mórz.
© Wydawnictwo Aksjomat
O kłopotach, jakie wynikły z tego, że sklep na ulicy Gdańskiej 6 nie miał w ofercie butów dla kotów
Sklep obuwniczy, Gdańska 6,
do sklepu wchodzi kot.
Lecz czego kocur może chcieć?
Pewnie to jedna z psot.
Może pomylił sobie drzwi,
nie ten przeskoczył płot?
A może wszystko to się śni?
Sklep, Gdańska i ten kot…
Lecz nie. Bo oto kocur ów
uprzejmy ukłon śle
i ludzkich używając słów
pytania stawia te:
– Czy buty są tu? – Ależ tak.
(Sprzedawca zrobił dyg).
– Ale dla kotów? – Nie, tych brak.
No, wie pan, kiepski zbyt.
– Rozumiem, kochaniutki, lecz
wejdź w położenie me.
Ja buty przecież muszę mieć,
nic zmienić nie da się.
Może pan czytał kiedyś baśń
o Kocie w Butach? No...
No bo ten kot to właśnie ja,
w tym cała rzecz, ot co.
Zmierzył kot sandał. Coś nie tak.
Założył botek. Nie.
Bajkowych butów z dawnych lat
dzisiaj nie szyje się.
Zadrżał sprzedawca, zadrżał kot,
a z nimi drżałem ja.
Telefon łapię, dzwonię do
malarza Pawła K.
– Pawełek? – Słucham. – Drogi mój,
namaluj buty w mig.
Na kocie nogi taki strój
musi mieć wdzięk i szyk.
Artysta malarz Paweł K.
przyniósł swe dzieło wnet.
Kot szybko zmierzył buty dwa.
– Jak malowane – rzekł.
Wszystko skończyło dobrze się,
przedwcześnie nie lej łez.
Ja zaś spokojnie dzisiaj śpię:
Kot w Butach – w butach jest.
PS Zakończenie alternatywne
Opowieść naszą kończyć czas
i do finału przejść…
Ding! Dong! Reklama! Wita was
sklep z Gdańskiej numer 6.
poniedziałek, 7 lipca 2025
Nie ma jak w podróży
od wielu wieków,
że chęć podróży
drzemie w człowieku.
Dopóki drzemie
jest święty spokój…
Lecz ona budzi się w środku roku!
Budzi i nudzi,
i w ucho biedzi,
że źle jest, gdy się człowiek zasiedzi!
Więc wyruszamy,
więc wyjeżdżamy
do Rzymu, Krymu,
do Alabamy.
Wciąż jak wskazówki w wielkim zegarze:
wszędzie w tym pędzie,
w wirze wydarzeń.
Lecz lato mija,
przychodzi wrzesień
i podróżować jakby mniej chce się.
Kocyk cieplutki, fotel bujany…
Tak w senne stany znów zapadamy.
Lecz wkrótce stuknie coś pod żeberko:
żegnaj zimowa ciepła kołderko!
I ledwie człowiek jakoś ochłonie,
patrzy, a znalazł się na peronie.
I zaś kół stukot,
dal pod powieką…
Cóż… Chęć podróży
drzemie w człowieku!
wtorek, 5 listopada 2024
*** (Kupiłem kiedyś za trzy pensy…)
Kupiłem kiedyś za trzy pensy
(wartość miesięcznej mojej pensji)
u niejakiego Sancho Pansy
edukowane dwa szympansy.
Mól mnie zakryty żarł dwie noce,
szczęściem nie przeżarł się przez koce,
lecz przeżarł się był wełną – skucha:
przeżarł się, odkrył i dał ducha.
A szympans gwarzył tak z szympansem:
– Mógł mól mieć swą życiową szansę,
lecz nie okiełznał swej oskomy,
muląc żołądek, mól łakomy.
Mola złożono, moi mili,
od brzegu cztery i pół mili.
Ciężko się nitka życia przędzie...
Może mu morze lekkim będzie.