piątek, 13 marca 2026

Dziwny dzień

 

Wstałem, nie wiem sam o której,
i widziałem, mówię mamie,
trzy kangury, trzy kangury,
co się pasły przy tapczanie
i skubały,
proszę mamy,
czwarty koniczyny liść.

Kiedy stałem więc w piżamie,
przyszły do mnie – mówię mamie –
czarnych mrówek dwie kompanie,
by mnie do łazienki nieść.

A gdy szorowałem buzię,
to w łazience, proszę mamy,
patrzył na mnie
w garniturze
rozczochrany
pewien wilk.

Wilk walkmana miał na uszach,
bo go Szopen bardzo wzruszał,
lecz – jak twierdził – ma kolegę,
który woli raczej reggae,
tak czy owak, proszę mamy,
obaj muzykalni są.

Na to mama kiwa głową 
i nie wierzy moim słowom,
bo dziś rano w kalendarzu
1 kwietnia
zjawił się.
Dziś z lisami z jednej misy
jedzą primaaprilisy,
już nie będę mówił kto to,
bo nikt słuchać nie chce mnie.










© Wydawnictwo Aksjomat

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz