środa, 20 maja 2026

Wiersz dla Mamy


Gdy drzwi otwiera Mama,
w drzwiach gra wesoła nutka:
– Czas wstawać, synku, słońce
wypije ci mleko z kubka!
Ręką odgarnia noc z okien
i gładzi mnie po głowie,
jakby chciała na potem
w dłoni sen schować spod powiek. 

Lecz dzisiaj
wstanę pierwszy
i gubiąc w biegu bambosze,
zbudzę Mamę uśmiechem:
– Mamusiu: Bardzo proszę…
To kwiaty,
laurka
i serce.
Ode mnie. Sam robiłem.
Kwiaty Cię schronią przed deszczem.
Serce smutki zakryje.

A potem wyjdziemy na spacer 
przez życie złocistsze, łaskawsze.
– Obudzisz mnie jutro, Mamo? 
– Jutro, syneczku, i zawsze…   












© Wydawnictwo Aksjomat  


 

O naszych Mamach

 
Włosy masz siwe, blond, kasztanowe,
lecz zawsze piękne.
A oczy szare, piwne, fiołkowe 
i zawsze dobre.

Jasne, mógłbym napisać:
„Moja mama jest wróżką,
co lata niebieską dróżką”,
ale to nieprawda,
bo Ty jesteś zwyczajna.

Bolą Cię nogi, nie od tańczenia, 
ręce drżą, gdy odmierzasz kropla po kropli syrop sosnowy. 
A nocą, kiedy księżyc ze słońcem na czapki się zamienia, 
nie możesz zasnąć – 
troski przychodzą do głowy.

Cóż… 
Okulary już noszę i łysinę, 
a dni coraz to starsze. 
Lecz niezmiennie proszę: Mamo zostań przy mnie
na zawsze… 









© Wydawnictwo Aksjomat  

czwartek, 7 maja 2026

Pejzaż z dziurą w moście


Jakoś chyba w Wielkim Poście
się zrobiła dziura w moście. 

Się zrobiła i już była,
i z tym byciem się nie kryła.
Sama z siebie – niespodzianie
zrobić siebie była w stanie. 

Rzecz badali już uczeni:
– Całość w dziurę się zamieni,
gdy warunków splot konieczny
zaistnieje w moście rzecznym.
Gdyby w moście splotu brakło,
choćby biegł przez Chechło-Nakło,
to nie będzie z dziurą sprawy,
gdyż nie będzie most dziurawy. 

Próbowano łatać dziurę,
zamurować na mur murem,
zasznurować sznurówkami,
wiązać z wiązu wiązadłami.
Choć technikę brano różną,
wszystko na nic i na próżno:
dziura się w najlepsze dziurzy,
chyba przyjdzie most wyburzyć.
Lub ją uznać za rzecz stałą,
jak to w dziejach już bywało. 

Człek z natury jest układny…
Pejzaż z dziurą też jest ładny! 






 

piątek, 13 marca 2026

Dziwny dzień

 

Wstałem, nie wiem sam o której,
i widziałem, mówię mamie,
trzy kangury, trzy kangury,
co się pasły przy tapczanie
i skubały,
proszę mamy,
czwarty koniczyny liść.

Kiedy stałem więc w piżamie,
przyszły do mnie – mówię mamie –
czarnych mrówek dwie kompanie,
by mnie do łazienki nieść.

A gdy szorowałem buzię,
to w łazience, proszę mamy,
patrzył na mnie
w garniturze
rozczochrany
pewien wilk.

Wilk walkmana miał na uszach,
bo go Szopen bardzo wzruszał,
lecz – jak twierdził – ma kolegę,
który woli raczej reggae,
tak czy owak, proszę mamy,
obaj muzykalni są.

Na to mama kiwa głową 
i nie wierzy moim słowom,
bo dziś rano w kalendarzu
1 kwietnia
zjawił się.
Dziś z lisami z jednej misy
jedzą primaaprilisy,
już nie będę mówił kto to,
bo nikt słuchać nie chce mnie.










© Wydawnictwo Aksjomat